sobota, 26 listopada 2011

madonna wayne gacy.

  
 Kattarzyna Cynamonova, Madonna with a moth, oils and acrilics on canvas, 2011.


   Od października uczę się w szkole plastycznej na kierunku techniki graficzne/ grafika projektowa. W związku z tym mam ogromną nadzieję, że opanuję programy graficzne, które do tej pory były dla mnie czarną magią. Staram się z sił wszystkich, choć idzie raz lepiej, raz gorzej. Wygrywają jednak moje chore ambicje - a mam ambicje być najlepszą. Po latach szkoły, kiedy zawsze byłam porównywana z tymi, którzy byli dla mnie lepsi (a ja zawsze byłam z tych przeciętnych) i pięciu latach studiów, kiedy bywało, że ważniejsze było dla mnie to, że na uczelni mogę spotkać się z przyjaciółmi, a nie nauczyć czegoś nowego przyszedł czas, kiedy mam ambicje być najlepszą. W szkole, do której obecnie chodzę brak zjawiska nazywanego 'wyścigiem szczurów', liczy się artystyczny luz. Jednak ja narzucam sobie chore tempo. Z językiem na brodzie stoję przy sztaludze malując martwą naturę - nosem prawie opieram się o płótno. Mój obraz ma być najlepszy. Patrzę w lewo: 'co za brak zdolności!'. Patrzę w prawo: 'tu lepiej, ale wciąż daleko do perfekcji'. Patrzę na wprost, na swój rysunek: 'tu też nie jest idealnie, ale jest lepiej, musi być lepiej, musi być najlepiej!' i znów maluję dotykając nosem płótna. 
  Podczas kiedy wszyscy robią projekt na komputerze ja maluję go akwarelami, skanuję i dopiero przetwarzam - to musi być najlepsze! W związku z tym czuję jak moje chore ambicje biorą górę i staję się najzwyczajniej okrutna dla innych. Wszystko przez to, żeby zostać zauważoną, żeby się wyróżniać, żeby nie należeć do szarej masy i żeby wyrwać się z normalności i przeciętności. Muszę być najlepsza, po latach kiedy nie wierzyłam w siebie.
  We wrześniu, po pół roku pracy skończyłam w końcu portret jednego z najbardziej inspirujących mnie muzyków - Madonna Wayne Gacy, cudowny pan P., człowiek inteligentny, nietuzinkowy, ponad tłumem. Jestem zauroczona i mając lat dużo czuję się, jakbym miała przynajmniej 5-6 lat mniej, wtedy był czas podziwiania tego typu artystów.

  Madonna Wayne Gacy, czyli pan P. pozostaje osobą dla mnie bardzo ważną. Odkąd zresztą pamiętam muzycy byli dla mnie bardzo ważni. W większości się kochałam (musicians are much sexier than normal people), przy muzyce części z nich płakałam, innym razem miałam ochotę rzucać się w wir tańca (patrz: kilka lat temu static-x, dzisiaj depeche mode) i oblewać się piwem (to zostało mi do dziś). Uważam, że muzycy są najbardziej inspirującymi artystami, dlatego też te kilka razy, kiedy mogłam z nimi współpracować wspominam bardzo dobrze. Kiedy poszłam w październiku na przesłuchanie do radia spytano mnie:
- Co jest ważniejsze dla ciebie? Malarstwo czy muzyka?
- Nie da się wybrać tego, jest ważniejsze. Nie ma malarstwa bez muzyki a muzyki bez malarstwa. Nie umiem pracować w ciszy i nie umiem słuchać muzyki nie myśląc plastycznie i nie stwarzając w głowie teledysków. To się ze sobą miesza. - odpowiedziałam.
I przyjęli mnie do radia.
Jest kilku muzyków, którzy zajmują w moim życiu bardzo ważne miejsce, wśród nich jest on - Madonna Wayne Gacy. Człowiek, którego inteligencję i wiedzę podziwiam, który pozostaje dla mnie swego rodzaju wzorem, który daje mi inspirację do bycia sobą. Portretem chciałam pokazać jak jest dla mnie ważny - malując mogę okazać komuś jak ważną jest dla mnie osobą. Pan P. jest dla mnie bardzo ważny i dobrze było oddawać się przez pół roku ślęczeniu nad jego twarzą. 



Wkurw. Nie używam angielskiego coraz dłuższy czas, zapominam język, muszę wrócić do pisania po polsku. Jestem oporna na naukę języków obcych, a miałam swego czasu marzenie, żeby znać choć pięć, w tym islandzki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz