środa, 27 czerwca 2012

cierpię na...

... cierpię na bezsenność. Nigdy nie miałam z nią problemów - najczęściej kładłam się do łóżka i za chwilę moje myśli zaczynały się "rozjeżdżać", a później zasypiałam. Problemy ze snem pojawiły się, kiedy pojawiły się problemy w radio. Kiedy zaczęłam mieć żal do tych, którzy komentowali moje błędy, do tych, którzy zamiast poklepać mnie po ramieniu pokazywali mi swoją "wyższość" i wytykali mi co robię źle. Wtedy, przed audycjami zaczęły pojawiać się problemy ze snem. Myślałam: "a jak będzie jutro?", wybijałam się tym ze snu i później już nie mogłam zasnąć. A o 3 lub 4 nad ranem myślałam: "o Boże, przecież muszę wstać o 7, żeby poprowadzić dobrą audycję, jak ją poprowadzę jeśli będę niewyspana??". Zdenerwowanie tym bardziej nie pozwalało mi zasnąć, i tak oto pojawiła się bezsenność.
Udałam się któregoś razu do radio (po całkiem nieprzespanej nocy miałam prowadzić audycję od 20 do północy, warto dodać, że po tej audycji miałam kolejną nieprzespaną noc, a do radia znów szłam na 12) i postanowiłam odbyć rozmowę z szefem muzycznych. Że chcę mieć wolne, że muszę się pozbierać. Niechętnie, ale się zgodził. Kiedy pojawiły się dni wolne od radia zdrowy sen powrócił, ale nie na długo, bo po mniej-więcej dwóch tygodniach znów pojawiały się bezsenne noce. Dzisiaj zaliczyłam kolejną - zasnęłam na dobre ok. 5 rano. Niby zapadałam w krótkie drzemki, niby usypiałam na chwilę. Ale za moment budził mnie pieprzony pies sąsiadów, albo sąsiadka, która o 2 w nocy krzyczała coś do kogoś przy otwartym oknie. Próbowałam robić to, co opisywał w "Potędze podświadomości" Murphy: mówiłam sobie, że mam rozluźnione palce u nóg, łydki, serce i umysł, że jestem bezpieczna i szczęśliwa, pogodzona ze wszystkim. Nie pomagało. zaliczyłam kolejną nieprzespaną noc wściekła na siebie.
Niektórzy podczas nieprzespanej nocy myją wannę, albo gotują, albo sprzątają. Moja znajoma ze Stanów myje swoje łazienki (ciekawe ile ich ma?). Ja ewentualnie sięgam po książkę, ale najczęściej leżę wściekła, że sen nie nadchodzi, a ja "mam przecież jutro tyle do zrobienia!". Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że do radia już nie wrócę, więc ta przyczyna bezsenności pójdzie się jebać. Jednak radio dało mi problemy ze snem i nie mogę się od nich uwolnić. I jestem wściekła...

Może powinnam zacząć malować w nocy, może to by mnie uśpiło. Nie znam sposobu na sen. Oprócz jednego - alkoholu. Gdy się napiję piwa/ wina/ Bóg wie czego, spędzę w knajpie kilka godzin wypalając fajki i prześmierdując dymem, kładę się do łóżka i śpię jak kłoda. Następna noc jest jednak przeleżana i przemyślana. Nie wiem czym to się skończy. Może - niestety - lekarzem.

A teraz coś z zupełnie innej beczki....
Zabawy piórkiem i tuszem okazały się wciągające. A Automatic stał się inspiracją. Wersja piórkiem:


I już poddana obróbce w photoshopie:


Może w czasie bezsennych nocy powinnam się bawić w takie coś właśnie...

środa, 6 czerwca 2012

praca.

Pilnie pracuję nad kilkoma rzeczami. Wracam do starych obrazów - przerzuciłam się też na inne pędzle odstawiając chwilowo szczeciniaczki na bok. Maluję kilka obrazów na raz nie mogąc zdecydować się, który chcę namalować jako pierwszy. Po skończeniu moich Spacebirds, nad którymi spędziłam tyle lat poczułam jaką wielką satysfakcję przynosi 'dopieszczenie' obrazu. I jak bardzo trudno jest oddać na płótnie to, co ma się w głowie.
Jan Lebenstein powiedział kiedyś: 'Utarło się przekonanie, że zajęcia artystyczne są przyjemne. One są koszmarne. Przyjemność pojawia się rzadko, na tym etapie, kiedy naprawdę się czuje, że to, co było w głowie, zmaterializowało się'. Jak ciężko jest przejść tę drogę, w której ze wszystkich sił dąży się do zmaterializowania tych wyobrażeń! Jak problematyczne jest pokazanie własnych myśli! Stąd też malując kilka obrazów jednocześnie staram się, żeby nie malować ich wtedy, kiedy ich nie czuję, kiedy nie potrafię zmaterializować moich myśli. Jeśli nagle widzę, że malując nie jestem w stanie oddać tego, co siedzi mi w głowie - wyciągam inne płótno i próbuję wejść w nie. I to jest chyba dobra metoda (choć powinno robić się jedną rzecz, wtedy można się całkowicie na niej skupić - ja jednak wolę pracować tak, jak pracuję).
Obecnie staram się też stworzyć projekt okładki dla Byzantine. Idzie dość opornie, ale do przodu. Czasu pozostało niewiele, więc zaczynam się niepokoić, jednak zauważyłam, że im mniej mam na coś czasu, tym bardziej potrafię się spiąć i działać. Czy powinnam popracować nad tą cechą i inaczej rozplanowywać pracę...?
Mój ulubiony obraz przedstawiający muzyka noszącego swego czasu pseudonim sceniczny Madonna Wayne Gacy znalazł nowe miejsce, tak, by mógł spoglądać w oczy większej ilości osób. Wciąż nie dostał ramy - i może to jest właśnie fakt, że tak bardzo mi się podoba. Portret przestał jakiś czas temu pełnić rolę profilowego zdjęcia na stronie internetowej muzyka, ale ilekroć jego fani piszą mi jakieś ciepłe słowa na temat portretu, który mu wysłałam ja dostaję stada motyli w brzuchu. I chce mi się żyć.